poniedziałek, 2 listopada 2009

"I live for a day..."


W końcu pokazała się piękna, złota jesień! Świetna pogoda, przyjazd do domu, spotkanie z przyjaciółmi i wizyta w najlepszym znanym mi second-handzie (Zapraszam do Zawiercia, Bawełna jest ogromna, starczy dla każdego ;) ) nastrajają mnie wyjątkowo optymistycznie. A to dobrze, bo za pasem dwa piękne kolokwia z prawa rzymskiego, więc odpowiednie nastawienie jest tu bardzo wskazane! Wielki sweter (moja Mama twierdzi, że turecki. Niech będzie i turecki- grunt, że wielki, ciepły, bezguzikowy i biało-czarny) upolowałam w jednym z second-handów w Lublinie (ale nadal moje rozeznanie w tamtejszych ciucholandach jest właściwie żadne). Chyba można już stwierdzić, na podstawie jesiennych postów, że jestem fanką beretów. Razem z Mamą stworzyłyśmy niemałą kolekcję, którą pewnie będę Wam prezentować przez wiele chłodniejszych miesięcy. Zostawiam Was ze świeżymi (jeszcze cieplutkie) fotkami i lecę się pakować. Trochę mi słabo na myśl o 5-godzinnej podróży, aaaale- byle do przodu :)!

















































































































krótkie spodenki na wysokim stanie: Troll
bluzka z żabotem: Mamy, zwykły sklep
emu: deezee
beret: zwykły sklep
sweter: SH
torba: zwykły sklep
płaszcz: Patrol

poniedziałek, 26 października 2009

Swap Party w Lublinie

Wczoraj odbyła się dłuuuugo wyczekiwana, ciuchowa impreza w lubelskiej Tekturze! Jak można się było przekonać- dużo bardziej wyczekiwana, niż się spodziewano. To jedna wielka zagadka, jak te dzikie tłumy żądne chleba i igrzysk (Znaczy się- ciuchów spożycia i pozbycia. Wybaczcie za bełkot, ale prawo rzymskie zaczyna mi wiercić dziurę mózgu) się zmieściły! Panie organizatorki- Ania i Agnieszka są wielkie. Ja chcę jeszcze raz!

















p.s 1 Zdjęcia w niewielkiej ilości, by chyba nietrudno się domyślić, czym byłam zaaferowana … ;)
p.s 2 Ach, no i oczywiście było mi bardzo miło Was wszystkie poznać, mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie :).


Zostawiam Was na najbliższe dni z ostatnią turą zdjęć pt.„Zrobiłam je w wakacje, ale nie wstawiłam, więc teraz je odkopię i będę stwarzać pozory, że mimo braku a) fotografa b) czasu szafa się trzyma na swoich czterech nogach”. Fotki pochodzą z Książa- nie wstawiam ich, żeby pochwalić się moimi wątpliwymi (do czasu, kochani, do czasu…) umiejętnościami fotograficznymi, tylko znaleźć potwierdzenie dla mojego pierwszego skojarzenia z tym miejscem- istny tajemniczy ogród!














legginsy: allegro
trampki: ccc
chusta: SH
tunika: H&M
sweter: zwykły sklep

sobota, 17 października 2009

Bittersweet

Każdy z Was ma pewnie swoich ulubionych celebrytów, których styl Was inspiruje, zaskakuje i od których lubicie pożyczać pomysły. Fanom Gossip Girl na pewno nie umknęła wielka przemiana stylu Taylor Momsen- Jenny z GG zdaje się przystosowywać swój wizerunek z filmu do wyglądu na co dzień. 16-latka jakiś czas temu zamieniła cukierkowe mundurki i blond loki z pierwszego sezonu na mocny, rockowy image- również na co dzień, za co czasami jest bardzo mocno krytykowana, głównie ze względu na jej wiek. Ale wiecie co? Mnie się jej look strasznie podoba! Zapewne jest on kreowany przez film, ale to nieistotne. Dla mnie styl T. jest bardzo dużą inspiracją i podziwiam ją za odwagę- niektóre zdjęcia poniżej chyba mówią same za siebie...
















Pewnie trochę się wystawiam na obstrzał, ale mój wrześniowy outfit odrobinę skojarzył mi się z ostatnią fotką Taylor, stąd powyższe zdjęcia :)



p.s Ależ ona ma nogi!

p.s 2 moja sukienka ma na plecach wieeeeelkie wycięcie, niestety nie udało mi się znaleźć żadnego dobrego zdjęcia.













fot. Magda



sukienka: no name, SH
buty: allegro
okulary: H&M
flanela w kratę: New Yorker (Ja chcę więcej! Wiecie może, gdzie teraz dostanę takie koszule?)
biżuteria: H&M, reszta zwykłe sklepy
zegarek: Mamy

poniedziałek, 12 października 2009

"Hard to live in the city..."

Doczołgałam się do mieszkania i doszłam do bardzo odkrywczego wniosku. Dziesięć godzin na uczelni to poważne przegięcie pały. A już na pewno w momencie, gdy pada deszcz i zimny wiatr z Ukrainy (Sic! Na zabierajcie mi radości z przeświadczenia, że Lublin to prawie Ukraina :D!) zwiewa mnie z upatrzonej wcześniej drogi. Złota jesień?! PHI! Złota jesień to była, o tak. W dniu, kiedy się przeprowadzałam! Dowody? A proszę uprzejmie ;)









fot. Tata


bokserka: Bershka
spódnica: czysty Vintage, z lat studenckich (dobrze mówię? hm.) mojej Mamy, DIY
futerko: Mamy, Top Secret
buty: Allegro
torba: Reserved
beret: zwyklak
pasek: Orsay
genialny naszyjnik: hendmejd (!), zrobiony przez moją Panią Fotografkę Kejt!

niedziela, 4 października 2009

Cywilizacja!

Nawet nie wiecie, co musiałam zrobić, żeby dodać ten wpis. Stoję z laptopem nad głową i próbuję złapać sieć, bo niestety mój dostawca Internetu chyba o mnie zapomniał.
Cóż, krótkie odcięcie od świata pokazało mi, że jestem homo technicus, (?) całkowicie uzależnionym od elektroniki. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że większość spraw związanych ze studiami, załatwia się teraz wyłącznie przez Internet, dlatego jest on mi niezbędny! Absolutnie! Ale do rzeczy- dotarłam, zakwaterowałam się, oswajam współlokatorów (chociaż „oswajam” to chyba niewłaściwe słowo- jak dotąd nasze stosunki są esencją socjalizmu utopijnego- „zrobiłeś jajecznicę, więc ja pozmywam- nie, nie, nie ma mowy, zostaw to mnie”, ewentualnie „pozwolisz, że otworzę Twoją paczkę herbaty?- Ależ to jest wspólna herbata! Co moje to Wasze!”). Zobaczymy na jak długo.
Zaprzyjaźniam się w samowyzwalaczem. Mam co prawda gotowy porządniejszy materiał na jeszcze jedną notkę, ale żadna osoba znająca się na fotografii nie zamajaczyła mi na horyzoncie, więc póki co zdjęcia będą biedne i rzadkie- nie znam jeszcze ostatecznego rozkładu zajęć, ale jedno wiem na pewno- pod koniec października pierwsze kolokwium. Wymyślił sobie człowiek prawo. Ech.







p.s
Ale wieszak to mam faaajny, co nie ;)?

sukienka: sh/ topshop
kurtka: mamy plus diy
buty: Deichmann
torebka: vintage + diy
pasek: Orsay

piątek, 25 września 2009

"I gotta take a risk, take a chance, make a change, and break away"

Cóż, drodzy państwo (to chyba nieładnie zaczynać zdanie od cóż? Whatever. [nie macie czasami wrażenia, że w języku polskim brakuje niektórych słów, które są w innych językach?]) nadeszła wiekopomna chwila- przenoszę się do Lublina i mimo totalnego przerażenia („Aaa! Przyjaciele porozrzucani po całej reszcie Polski! do domu! Co ja zrobię? Sama w wielkim mieście! Jak Kevin!” etc. Etc…) muszę przyznać, że to dobry czas na zmiany. Już nie mogę się doczekać SWAP party w Lublinie (Czyżbym nareszcie miała się przekonać, że szafiarki żyją, istnieją i są istotami ludzkimi, a nie tylko wirtualnymi?! HA!). Jak łatwo się domyślić- moja szafa będzie pewnie przeżywała zawieszenie w przestrzeni przez jakiś czas, z powodu braku Pani Fotografki (to cudo na jej szyi to hendmejdowy prezent dla mnie! ŁOŁ!) i ogólnego harmideru, więc zostawiam Was ze zdjęciami i do zobaczenia w czasie bliżej nieokreślonym!

p.s Pytanie do Lublinianek: czy któraś z Was z czystym sumieniem może polecić mi jakąś fajną szkołę jazdy w Lublinie? Muszę kontynuować jazdy, żeby nie wyjść z wprawy, ale jak wiadomo, w ostatnim czasie szkoły powstają masowo, wszędzie i trudno się zorientować, która jest naprawdę dobra.






sukienka: Mamy, noname
buty: catwalk- Mamy
ramoneska: SH, kupiona na spółkę z Mamą (zastanawiacie się, co jest grane? Cóż, moje ciuchy spoczywają już w walizkach ...)
torba: SH, Atmosphere
czapka: House
bransoletka z ćwiekami: House
naszyjnik: Camaieu

niedziela, 13 września 2009

"NYPD, put your hands up in the air!"

Primo- wróciłam, trudno powiedzieć, żebym odpoczęła, bo zostałam wyciorana po górach niemiłosiernie, ale wiecie, świeże, górskie powietrze wynagradza niemożność wstania rano z łóżka z powodu bólu nóg. Naprawdę.

Secundo- chyba nie podzieliłam się z Wami moim ogromnym zainteresowaniem serialem C.S.I NY? Tak, tak, moi drodzy, oglądam to namiętnie, dzięki czemu już wiem, że jak patolog wyjmuje piłę, to będzie ciachał żebra, a kiedy widzimy krew, ale nie mamy pewności, czy jest ludzka, to nabieramy trochę owej krwi na patyczek kosmetyczny, polewamy specjalnym płynem i jak nam się zaróżowi, to owszem, jest ludzka. Do czego zmierzam, bo na pewno nie do obrzydzenia Wam posiłku, który możliwe, że spożywacie- otóż na ostatnim polowaniu w ciucholandzie znalazłam tę oto koszulkę, z jakże PIĘKNYM i bliskim memu sercu napisem! NYPD! New York City Police Dept! Mówcie mi Stella Bonasera. A nawet Mac Taylor Ha. (A jeśli ktoś znalazłby koszulkę z napisem I'm Gregory House albo [nieosiągalne, moje marzenie] "Who's the fuck Gossip Girl?", to wiecie do kogo się zgłosić)

A z okazji wakacji (ciągle, tak!) wrzuciłam na taki luz, że jedną nogawkę mam krótszą, drugą dłuższą i, o dziwo, zorientowałam się dopiero teraz. Istne szaleństwo.

(My tu gadu gadu, a co ja mam na immatrykulację [trudne słowo] założyć? Jakieś sugestie?)

p.s Uprzedzam pytanie, które nigdy nie padło, a paść może dzisiaj- białość mych nóg jest wrodzona, permanentna i wieczna. Nic z tym nie zrobię, słońce mnie nie lubi, a ja uznałam, że skoro tak, to będę biała i dumna, jak Dita von Teese. Amen.








szorty- obcięte dżinsy + ćwieki (jakże by inaczej?)
t-shirt: SH
koszula: SH
buty: allegro
torba- worek na trupa: Reserved
geometryczny naszyjnik: H&M
łańcuch: tak naprawdę pasek, z szafy mamy