sobota, 26 listopada 2011

Kosmetyki ostatnich miesięcy

Produkty, które pojawiły się w mojej kosmetyczce w ciągu ostatnich miesięcy :)

Produkty Nivea z serii Pure Effect- żel/peeling/maska, sos lip repair i żel rozgrzewający. 3 w 1 tak naprawdę dobrze sprawdza się tylko w roli peelingu i maski, funkcji żelu raczej nie spełnia. Po nałożeniu na twarz czujemy lekkie mrowienie, które bardzo lubię, bo wtedy wiem, że coś się dzieje! Rozgrzewający żel jest interesujący, samo uczucie jest bardzo fajne, natomiast nie zauważyłam żadnych efektów jego stosowania. Z kolei SOS lip repair to super alternatywa dla Carmexa! Polecam!

Dostałam ostatnio wiele pytań apropo mojego ulubionego podkładu i w tej kwestii nic się nie zmieniło, od kilku miesięcy jestem wierna dwufazowemu Maybelline Superstay Silky Foundation w kolorze porcelain ivory. Ma idealną konsystencję, jest lekki, ale odpowiednio kryjący. W dodatku jego cena jest śmieszna. Super!

Nie jest wielką tajemnicą, że uwielbiam kosmetyki, które mają ładne opakowania i ślicznie pachną. Jeśli nie znam jakiegoś produktu, to te dwie cechy potrafią mnie przekonać do jego wypróbowania! Tak też było z kosmetykami Beautifully Delicious - poprzednio pokazywałam Wam peelingi z tej serii, teraz przedstawiam Wam chłodzący, miętowy krem do masażu stóp- jest nieziemski <3

Ostatnio pokonałam strach przed kosmetykami do włosów bez spłukiwania. Całe życie bałam się, że będą one bardzo obciążać moje włosy, ale wcale tak nie jest. Sprayu używam na końcówki włosów, natomiast kremu na całość czupryny- ułatwia rozczesywanie, a włosy są idealnie miękkie w dotyku. Od tygodni nie używam żadnych masek na włosy, bo po prostu tego nie potrzebuję :)!
Zaraz powiecie, że ta baba oszalała. A ja nie miałam pojęcia, że kosmetyki Eveline są takie świetne i kiedy tylko miałam okazję zapoznać się bliżej z nimi po sesji dla Szafomanii, to z dziką radością z tego skorzystałam. Pomadki mają przepiękne kolory, bardzo przyzwoite ceny, długo trzymają się na ustach i pachną melonem! A poza tym, jeśli ktoś jest taką zdolniachą, która nie potrafi sobie zrobić krechy eyelinerem na oku (czyt. ja), to musi się zająć kwestiami mniej problematycznymi, np. nałożeniem pomadki na usta ;)

Jak widzicie rodzina pomadek się rozrasta. Tu widzicie dwie z serii Manhattan Soft Mat Lipcream. Są to pomadki w formie błyszczyka, które nakłada się na usta pędzelkiem. Na ustach dają satynowy efekt, mamy uczucie lekkiego błyszczyka, jednak w rzeczywistości to bardzo mocno napigmentowana pomadka, której intensywność możemy z łatwością kontrolować. Uwielbiam je :)

I znowu usta... Cztery pierwsze błyszczyki od lewej strony to ponownie Eveline, kolejny to Rimmel i następny produkt- mój ulubiony- w kolorze milk Chocolate, firmy Lumene natural code

Do moich biednych pazuryrów. Odżywka odbudowująca i lakier w kolorze słonecznika - Mollon. Odżywka ładnie pachnie, ale nie dała rady moim tragicznych paznokciom. Co do lakieru- zupełnie nietrafiony kolor, jakość ok. Co do odżywki Nail Tek- faktycznie muszę przyznać, że ten produkt troszkę ratuje moje paznokcie. Intensywna terapia przynosi efekty. Natomiast Barbra Pro to produkt, który wmasowuję w skórki wokół paznokci, coby je zregenerować. jak widzicie aktualnie nie uświadczycie u mnie kolorowych lakierów do paznokci, bo aktualnie koncentruję się na ich odbudowaniu.



HICIOR! Ten tusz jest tuszem mojego życia. Razem z moją Mamą jesteśmy naczelnymi testerkami maskar tego uniwersum i mamy w swoich kolekcjach naprawdę dziesiątki tuszy. Szukamy ideału i śmiem stwierdzić, że ten jest najlepszym tuszem, jakiego używałam. Eveline Big Volume Lash- wydłuża, pogrubia, rozdziela i ma świetną szczoteczkę (mimo że jestem antyfanką silikonowych szczoteczek). Nie znam dokładnej ceny, ale kosmetyki Eveline nie należą do najdroższych :)

Kolejny tusz Eveline- Milion kalorii (zerżnięty od jakiejś innej firmy, co nie?), także polecam, ma bardzo fajną szczoteczkę, ale efekt nie jest tak spektakularny, jak w poprzednim tuszu.

DKNY- Be Delicious. Świetny zapach, ale dużo bardziej podobał mi się na mojej Mamie, niż na mnie :(


Hicior nr 2. Bambino za złotych pięć, krem ochronny, który nakładam na twarz przed pójściem spać,a rano budzę się piękna i gładka. W miarę możliwości człowieka głęboko nieprzytomnego.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że to coś, wyglądające jak narzędzie tortur, działa!

Cienie Sunkisses, które podejrzałam u wizażystki na sesji dla Szafomanii. Kolory nie są intensywne, ale zaskakująco trwałe. Lubię je, bo jestem fanką naturalnych kolorów na oczach :)

I nowości w szafie :)

11 komentarze:

  1. Nice!
    Zapraszam na moje aukcje:
    http://allegro.pl/listing/user.php?us_id=9185666

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Fajne kolory szminek, paletka cieni też mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. niestety nie posaiadam żednego z powyższych kosmetyków ale wydają sie dobre :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. też uwielbiam Manhattan Soft Mat Lipcream.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Zapraszam na mój urodowy blog: www.paulamariaclara.eu

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Ja używam kremu Nivea ale może przerzucę się a Bambino . :)

    Ps. Ile kosztuję ten dwufazowy podkład? ; >

    http://pasiastespodniewkrate.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. ja również używam tego maybelline, ale jak na moją wręcz białą skórę nawet najjaśniejszy jest trochę za ciemny :(

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. jeśli chodzi o eveline polecam maskare volume celebrities :)) super efekt za naprawdę małe pieniądze :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Kupujesz ten podkład za grosze gdzieś na allegro?
    Beata

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Roksana: ja go kupuję na allegro za 20-30 zł

    Mejdinka: Też mam ten problem. Latem ten kolor jest ok, ale teraz zauważyłam, że jest trochę za ciemny, mimo że ivory ... :(

    Anonimowy: Chętnie wypróbuję :)

    Beata: Tak :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. szminkowe szaleństwo? chciałabym tyle mieć :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze